jestem, jestem, żyję. raz lepiej raz gorzej. sama nie wiem od czego zacząć. o czym pisać. święta były, sylwester był i ferie też były... ale czy jest sen to wszystko opisywać? mamy już marzec. wielkimi krokami zbliżają się kolejne święta i zanim się obejrzymy będą wakacje... zobaczycie! zleci niewiadomo kiedy.
dużo się działo. dużo się dzieje. nie zawsze kolorowo. czasem bardzo słabo. ot życie. taki widać los, że nie może być zbyt pięknie przez cały czas bo byłoby zbyt nudo. teraz zawieszenie broni. pewnie chwilowe. czasem się zastanawiam jak długo jeszcze tych chwilowych zawieszeń...
dziecko chłonie jak gąbka nasze emocje. wiadomo nie od dziś. mam ogromne wyrzuty sumienia, że jej to funduje. ale nie umiem inaczej.
zmęczona jestem. chyba przesilenie wiosenne, albo co...spać. chce mi się spać. ciągle.
w pracy bez większych zmian. ostatni miesiąc był ciężki zamknięcie roku i takie tam. pokazał mi dobitnie, że umiesz liczyć licz na siebie. kolejna nauka na przyszłość.
czujecie wiosnę w powietrzu? ja tak! Dzisiaj ma być 16 stopni. czekam na moment, kiedy na dobre porzucimy zimowe kurtki, buty, szaliki... jestem zdecydowanie ciepłolubnym stworzeniem.
zrzuciłam na wiosnę :):):) 10 kilo! i walczę dalej. przez święta odpuściłam sobie wszystko. obżerałam się jak dzika. pofolgowałam całkowicie. do tego wino i na efekty długo czekać nie trzeba było. ale w styczniu powiedziałam sobie dość i ruszyłam z kopyta. na początku kilogramy leciały jak dzikie :) teraz trochę słabiej ale powolutku do celu. do lata mam zamiar dotrzeć do swojej wymarzonej wagi. zostało 7 kilo. może się uda. nie zadręczam się nie katuje. wprowadziłam do swojego menu trochę nowości. nowości dla mnie :) dużo kasz, ciemnego ryżu. i mnóstwo warzyw. właściwie nie jem mięsa. nie ciągnie mnie. nigdy nie byłam przesadną fanką. ale od trzech miesięcy zdarzyło mi się może raz czy dwa złapać kąsek kotleta :) właściwie dieta bez diety i regularne jedzenie. i ograniczenie słodyczy. nie mogę powiedzieć, że całkowite zero. bo zdarza mi się wielka ochota i wielki głód i wtedy biorę sobie co nieco, ale zdarza się to raz na jakiś czas. czasem mam też wielką ochotę na pizze i wtedy ją jem :) małe odstępstwa się zdarzają :) gdybym dorzuciła ruch to myślę, że efekt byłby szybciej. no ale jestem za leniwa ;) zrobi się cieplej będzie więcej ruchu :)
i tak stworzyła mi się notka o diecie :)
postaram się częściej zaglądać. czytam co tam porabiacie, ale komentować nie zawsze mam siłę/czas/ochotę... mam niechcieja. wielkiego niechcieja. jak mam go przegonić?
