23 grudnia 2018

Pani Buka życzy...

  
Wesołych, radosnych, rodzinnych, wymarzonych.
Pełnych odpoczynku, uśmiechu od ucha do ucha, karpia bez ości, Mikołaja z workiem pełnym prezentów! Niech to będzie wyjątkowy i magiczny czas. Taki jak najbardziej lubicie. 
  Cudownych Świąt!!!!
 

19 listopada 2018

Pani Buka o kobiecych sprawach...

czyli o diecie i paznokciach ;)))

Dieta leży i kwiczy. Waga stoi w miejscu wiec nie ma tragedii, ale i sukcesów brak. W sensie waga nie spada. Nie mam czasu na gotowanie. Skończyło się przygotowywanie 3 obiadów dziennie, żeby każdy był zadowolony. Skończyło się podtykanie pod nos. Pod swoj nos też zeby nie było. Nie gotuje to i nie podjadam. Ale zdrowo się też nie odżywiam. Rano kanapka w biegu. W ciągu dnia jakiś batonik ( wiem wiem ) wieczorem znów kanapka... bez ładu i składu.

Mało jem a waga nie spada ;))) dlaczego?!  Widać muszę zaakceptować siebie taką jaka jestem ;))

Cześć druga będzie o paznokciach!
Odkryłam manicure japoński! Wiem, wiem żadna nowość, ale ja nie podążam za trendami ;) paznokcie po „hybrydzie” miałam w opłakanym stanie. Trochę pomogły kąpiele w oleju. Trochę pomogło wcieranie wit a+e, ale nadal to nie było to. Poszłam ja sobie do jednej pani manikiurzystki i mówię o swoim problemie a oba mi na to, że przydałby mi się „japoński wynalazek” ;))) i to był strzał w dziesiątkę. Paznokcie piękne, zdrowo błyszczące bez zadziorów. Polecam, gdyby ktoś jeszcze nie znał ;)))

I tak w ciągu 10 minut przerwy powstała mała notka o tzw. niczym ;))))

Dobrego tygodnia!!!

17 listopada 2018

Pani Buka o czasie którego brak

Strasznie się zaniedbałam. Oj strasznie! Blogowe zaległości sięgają kilku miesięcy. Jest tyle rzeczy, które chciałabym opisać, ale ciagle coś mi staje na drodze. Nie wiem czy kiedykolwiek mi się to uda nadrobić. Bo czy jest sens cofać się? Lepiej żyć bieżącą chwilą ;)))

U Was staram się czytać wszystko, ale z komentowaniem słabiutko. Oj słabiutko!

Jestem zmęczona. Zwyczajnie zmęczona. Po pierwszej euforii przyszedł kryzys. Rutyna i zwykła codzienność ;))) rano bieg. Odprowadzam Młodą do szkoły, później gonitwa do pracy. W pracy zapierdziel, że para leci uszami i powrót do domu. W korkach, tłumie takich jak ja... wychodzę o 7 wracam po 19. Coś ogarniam w domu, chwila rozmowy z Młodą i spać. I od nowa... nie użalam się. Mimo wszystko cieszę, że z domu wyszłam, ale zawsze jest coś kosztem czegoś. Teraz zaniedbuje dom. Młoda więcej czasu spędza z babcią niż ze mną. Trochę mnie to uwiera, ale co zrobić? Pocieszam się, że nie  tylko ja tak mam.

W pracy radzę sobie coraz lepiej. Zrozumiałam wreszcie co i jak ;))))) trochę mi to zajęło ale się udało ;))) co nie znaczy, że wpadki mi się jeszcze nie zdarzają. Ale ekipa jest fajna i pomocna. Dobrze mi tam. Oby jak najdłużej.

Młoda ze szkoły zadowolona. Przynosi bardzo dobre oceny. Oby tak dalej ;))))

W tak zwanym międzyczasie odbyliśmy kilka weekendowych wypadów. Jesień w tym roku bardzo łaskawa. Słońce przygrzewało niczym na wiosnę. Żal było tego nie wykorzystać.
Dopadło mnie też ogromne przeziębienie. Myślałam że mózg i oczy mi wyplyną razem z katarem. A z kaszlem wylecą wszystkie wnętrzności. Wzięłam nawet dzień wolny bo nie byłam wstanie funkcjonować. Ale na więcej pozwolić sobie nie mogłam. Na szczęście jakoś się udało ;))))
Młodą za to dopadła jelitówka... oj działo się działo. Na szczęście było minęło.
Mąż się trzyma(ł) jak to mówią złego diabli nie biorą ;))))

A propos diabłów to był hallowin. W tym roku Młoda przebrana czekała na kolegów zbierających cuksy.   Nie miała ochoty chodzić i zbierać. Wolała rozdawać. Nie przeszkadza mi to święto. Wzbudza moją sympatie. Bo co w tym złego? Dla mnie nic. Ale każdy ma swoje zdanie i niech robi w zgodzie ze swoim sumieniem ;)

Był też 1 listopada. Nie lubię tego dnia. Nie lubię tej gonitwy po cmentarzach. O bliskich, którzy są już po drugiej stronie pamietam codziennie. Nie lubię tej pierwszolistopadowej szopki. Pogoda w tym roku była dosyć ciepła i pewnie pokrzyżowała co niektórym szyki ;) nie było futer i nowych kozaczków ;))czyli cmentarnej rewii mody.

Nie lubię listopada. Jakiś taki przygnębiający dla mnie ten miesiąc. Wstaje jest ciemno wracam do domu jest ciemno. Przynajmniej było ciepło. Ale dzisiaj już zrobiło się chłodno, a jutro ma padać śnieg... czyli zima szykuje się na przybycie ;)))

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta! W sklepach pojawiają się świąteczne ozdoby, pewnie niebawem pojawią się Mikołaje... miałam ( jak co roku) plan by wcześniej zająć się prezentami. I jak co roku jeszcze się nie zajęłam. I jak co roku bede biegać z wywieszonym językiem w tłumie takich samych szaleńców. ;))

I to by było na tyle. W telegraficznym skrócie.
Ściskam Serdecznie
Buka

;)))))